radośnie szemrząc. W naszym strumieniu woda wezbrała, powstawały
Stefan Żeromski poganiacza wołów. Maleńkie usta były otwarte, a leżący w nich język znieruchomiały stał się zastygłym obrazem przeraźliwego krzyku, który z nich wciąż jeszcze leciał, choć go już słychać nie było.
małym saloniku, stosunkowo skromnie urządzonym, służący kazał Rafałowi oczekiwać. Gdy grube łydki fagasa przestały migać na posadzkach, a szelest jego pantofli oddalił się zupełnie, Rafał usiadł w
Cytat
przeciągnęła się w ramionach. Cezary patrzył na nią spod oka i nerwowe poziewanie przeciągało również całe jego ciało. - A pan będzie dużo tańczył? - Będę! Z panią. - Ze mną? Mój narzeczony jest
sokiem z kuchni do pokoju? - pytał uprzejmie wuj Michał. - Tak, Wandzia. - A gdzież jest panna Wandzia, siostrzeniczka pani dobrodziejki? - Wandziu - chodź ino tutaj! - zawołała pani Turzycka. Z
Cytat
truchlejącym tłoku, zbitym w masę, gniotącym człek człeka. W pas brnęli w rudawicy ku grobli stawu, swarząc się już między sobą. Kiedy wydostał się na twardsze .miejsce i przetarł oczy, ujrzał przed
złe. W okienku ukazało się dwoje wielkich, czarnych oczu. Patrzyły chwilę na obu gości, a potem znikły; jednak drzwi się nie otworzyły. Wuj i K. wzajemnie potwierdzili sobie, że widzieli tych