- Żeby to już raz, do cholery... umrzeć...
Stefan Żeromski Wszystko stało jeszcze w jego duszy na tych samych fundamentach, wzniesione osobistymi siłami wśród ciężkich dni żywota, a przecież owe nadchodzące nowe zjawiska, śmieszne tak bardzo na pierwszy
muzycznych, które odtwarzała, albo zatracała go w muzyce i musiała odszukiwać. Wołały na nią wówczas przedziwne głosy muzyczne, prowadziły ją na niedosięgłe wyżyny i tam gdzieś, na wysokościach,
Cytat
tańczyła. Zatrzęsło się w niej serce od pańskiej, władczej, ukraińskiej, kresowej dumy. Spojrzała w jego stronę i wycedziła przez zęby: - Z przyjemnością, jeżeli sobie państwo tego życzą. Ale sama
niego o krok, o dwa kroki. Słyszy, jak siodło chrzęści pod jeźdźcem, jak dzwonią jego ostrogi i chrapie koń strwożony. Idzie boso, przeziębły do szpiku kości, dygocący, półnagi, po ostrych kołkach
Cytat
i przedziwne szepty, półsłowa, wreszcie jakieś wyrazy płyną do niego z piersi. To .bezlitosne światło woła ku sobie, wciąga na wysokość ku słodkiej harmonii, ku rozkosznym, jako ta leśna,
w paski, bez żadnego upiększenia. Nie wpięła nawet kwiatu we włosy, spuszczone na czoło. Gdy od tańca zakwitły jej policzki, oczy, zdało się, pochłonęły migotliwe blaski pochodni i otrzymały ich