Był koniec sierpnia, czas orki. Na polach Polichnowicza panował
Stefan Żeromski upadła i nie było o niej mowy w ogniu dwu frontów rozjuszonych. Jedyną rzeczywistością realną i niezmienną został znowu, jak przed nieprzeliczonymi wiekami, gaz, pałający węglowodór, którego
znużonymi oczyma jął patrzeć w daleki kąt ciemnicy. Gdy oczy jego przywykły do mroku, zobaczył człowieka. Nieznany towarzysz siedział na ziemi. Przykuty był do swego miejsca, do haka, poza nim
Cytat
- powiedziała Leni, położyła ramię na poręczy i patrzyła na K. - Ale nie podobałam się panu i prawdopodobnie nie podobam się także i teraz. - Podobać się to jeszcze niewiele - powiedział
dziurach, łap włóczykijów... - Spać się chce, że to nosem się podpierasz, nie - ganiaj! - Wyśpisz się jeszcze, aby jeno za rzćkę a dopaść barłogu... - Cichajta! W szeregach nie mamrotać! - Ale! -
Cytat
dół wśród krzyku kobiet i nawoływań męskich. Klaczka Rafałowa niechętnie szła za saniami. Musiał ją ciągnąć za uzdę, a wsiąść na siodło już nie mógł. Ani sposobu! Przyrósł do miejsca w tyle sanek.
Grimsel? Czy dostrzegą? Jakże to można zobaczyć takiego, co idzie górami? Nie, nie dostrzegą z Grimsel... Generał zamyślił się i, nie spojrzawszy już na Fahnera, odszedł do swej kwatery. Niebawem