nogę w taki sposób, że końcem śpiczastego buta dotykał prawie swego
Stefan Żeromski Ktoś tu przyjeżdżał w nocy. Przeklęty tu był gość. Nie bał się ciemności i wichury, deszczu i grubej mgły. Nie lękał się, że go pochwycą i zdemaskują, że go powitają strzałami, jak należy nocnemu
słyszaną, dźwięki z samej głębi serca płynące tak bez woli i wiedzy, jak łzy płyną z oka... 5 NOC ZIMOWA Jednego z pierwszych zaraz dni marca Rafał, dopuszczony już w drodze łaski przed
Cytat
kamienie, odciągać worki za zawitki, odwalać graty. Już mieli oderwać żelazną sztabę i rozewrzeć bramę, kiedy Krzos rzekł szeptem: - No, wiecie, chłopcy, że teraz albo nasza nagła śmierć, albo nasza
minąwszy kilka dużych pokojów, znalazł się w swej ulubionej kancelarii, izbie niewielkiej, ciepłej i zacisznej. Lokaje podsunęli mu fotel, obity skórą, szybko zdjęli z niego ciężką lisiurę, zzuli
Cytat
przestrzeń, a później rzuca się naprzód, wyczekując strzału nastawionym uchem, strzału, który już zna, który już wielekroć zadał mu rany straszliwe. Oto on sam jest lisem i czeka na huk strzału. Za
kawiarni prawie nie widział, a muzyki jakby nie słyszał. Miejsce było w pobliżu wielkiego okna. Zdawało się, że szyby nie ma, i że się jest na powietrzu. Pośrodku ulicy, na podłużnym podwyższeniu z