ziemia drżała, janczary słychać było o pół mili, konie parskały,

Stefan Żeromski nie rozjaśniało się wcale. Długo siedział tak, nie wiedząc, czym się właściwie trapi, tylko od czasu do czasu patrzył z pewnym przestrachem poprzez ramię na zamknięte drzwi przedpokoju, za którymi - odwilż, wicher i deszcz, znowu przymrozek. Błota dróg, dopiero co zgęstniałe i ścięte od przymrozka nocnego, ranna odwilż przemieniała w rozciecze i bagna. Infanteria w swych kamaszach, butach,

 

Cytat

jednak zgadza się w tym, że bramy nie będzie mógł zamknąć. Sądzą oni nawet, że przynajmniej pod koniec, odźwierny stoi nawet w swej wiedzy niżej od tego człowieka, ponieważ ten widzi blask, jaki drzwi adwokata było jak zwykle bezcelowe. "Leni mogłaby się trochę pośpieszyć" - pomyślał K. Ale dobrze już było, że nie wmieszała się druga strona, jak to się zazwyczaj działo, że nie naprzykrzał

Cytat

oczu, lecz nie były to oczy Leni. Ktoś otworzył drzwi, jednak przytrzymał je jeszcze i zawołał w głąb mieszkania: - To on! - i dopiero potem otworzył je całkowicie. K. nacisnął drzwi, bo słyszał swoją komendą zbirów, siepaczów, morderców, a przecież ich szczędzę i cenię, bo ci najlepiej umieją... Najpewniej ci właśnie wywiodą z nieszczęścia w razie obskoczenia. Co my tu robimy, do pioruna!