masami, które, nim uległy zuchwałej napaści człowieka, mściły się na
Stefan Żeromski otwarte drzwi widać było, jak śnieżyca na dworze gwałtownie się wzmogła. K. postawił więc wysoko kołnierz płaszcza i zapiął go pod samą szyję. Wówczas wyszedł właśnie z przyległego pokoju
na nią, że go niby urząd duchowy, niby trybunał sądzący zapytuje o lata ubiegłe, o życie przebyte, o szczęście odepchnięte, o pogrzebane w ziemi zwłoki i o całuny uczuć, co je do snu wiecznego
Cytat
niedźwiedzią kiereją, wyprowadził na dwór i wsadził do szerokich sanek, naładowanych zwierzyną. Cztery dzielne konie, w lejc zaprzężone, włochate i dymiące na mrozie, niepokoiły się wśród tłumu
przeszli góry, niziny. Ani jeden nie uszedł z Livorna, żeby głowę ocalić, choć były po temu sposoby. Słowem honorowym polskim sprzysięgli się dzielić los z bracią. Prawda, był później, słyszałem,
Cytat
wychodził z lasu, tak znowu zobaczył dziada. Wtedy ten dziad wstaje i powiada: "Cóż ty, zołmierzyku, chcesz ode mnie za te trzy dukaty? Czy Królestwo Niebieskie, czy skrzypki i torbę?" "A jakież to,
kartofli, odkrajanych cząstek pomarańczy, cukierków i owoców - skakali sobie do oczu, wydzierali towar z rąk, obrzucali się stekiem wyzwisk, wydzierali pieniądze z garści zaciśniętych. Wszyscy mieli