niejakiego pana Juliusza Polichnowicza. Inżynier zwrócił uwagę na
Stefan Żeromski pokoju, mógł rozróżnić niektóre szczegóły urządzenia. Zwrócił uwagę zwłaszcza na wielki obraz, który wisiał na prawo od drzwi, i nachylił się do przodu, aby go lepiej widzieć. Przedstawiał on
oddech i odór jego ciała. Idąc za głosem skoczył na niego tygrysim rzutem, chcąc zadać cios w piersi. Obadwaj runęli na ziemię. Na śmierć dusząc się rękoma i zmagając tarzali się po kamieniach. Raz
Cytat
ze ścianami do polowy w ziemię się wsunęły. Naokół stał prześliczny - nie las, nie park - dziki ogród. Wielkie drzewska: lipy, klony, wiązy, mnóstwo sosen, jodeł, świerków, brzóz rosły tam, jak
piersi wydarł się głos, równie twardy, zimny i wyzywający, jak były te zjawiska: - Cóżem wam uczynił? cóżem uczynił? Czemu prześladujecie mię, grozicie mi i mścicie się nade mną w straszliwej mojej
Cytat
znowu ja widzę w tym stawie ulubione miejsce mojej matki. Takie musiało być to jej miejsce ulubione. - Każdy ma swoje miejsce ulubione w dzieciństwie. To jest ojczyzna duszy. - Ja nie mam. - Panu
Czemu gnębicie w imię Polski nie-Polaków? Czemu tu tyle nędzy? Czemu każdy załamek muru utkany jest żebrakami? Czemu tu dzieci zmiatają z ulic mokry pył węglowy, żeby się wśród tej okrutnej zimy