Tu jest źródło konieczności dziedziczenia w rodzie ludzkim. Ono jest
Stefan Żeromski grzbiecie. Otworzył je i zaraz na pierwszych kartach zobaczył akwarelowe widoki Grudna. Przerzucił kilka kart i znalazł "swoją" aleję. Artysta usiłował pochwycić i zatrzymać na zimnej karcie ów
błyszczące punkty. Z dala, od strony Kostrzewna szły dwie osoby w mundurach wojskowych. - Aha! - szepnął pan Opadzki - trafili przecie i do mnie! Jeszcze Mi tylko tego brakowało... Cofnął się do
Cytat
macierzanką i cierpkimi woniami chwastów jesiennych dźwigało się ku niemu owo bolesne, straszliwe szemranie chłopstwa, dygotał w uszach niepochwytny gwar wściekłego motłochu, rozjuszone skamłanie,
włosy i ramiona. Wywlókł go z fali i pchnął przed siebie jak drewno. Ochynął się cały z głową. Poczuł, jak tafle, złomy, okruchy lodu obsiadają go ze wszech stron, z dołu, z boków, z góry, jak
Cytat
Miemiec się trzyma garściami, wrzeszczy. Chłop nic, jedzie, kaj mu kazali... Co się ma oglądać? Ino sprzężaj zacina... Aż jak ta konie poszły co duchu, jak tylne koła wytną w skibę czy ta w
naszej, ludzkiej śmierci. Toteż życie bez wielkiego czynu jest nędzą i głupstwem. Takież życie przepędza kuna, pies, motyl. A zresztą... Oto zbudziły się w nas ambicje Antoniusza, i już ich mowa