- Co ty wytłumaczysz, głuptasie, co? - porwał się starzec. -Jedź,
Stefan Żeromski K., zrobił ruch, jakby się wyrywał obu ludziom, którzy stali przecież daleko od niego, i chciał pójść dalej. - Nie - rzekł człowiek przy oknie, rzucił książkę na stolik i wstał. - Nie wolno panu
rzucił się na nich zza barykady tłum Hiszpanów. Musieli teraz walczyć na wsze strony, rażeni z góry bez jednej chwili wytchnienia. Krzysztof Cedru znalazł się w ulicy Engracia pod bezpośrednią
Cytat
K., również czarno ubrany, w krześle w pobliżu drzwi i naciągał powoli nowe, ciasno na palcach napięte rękawiczki, w pozycji, w jakiej się czeka na gości. Natychmiast wstał i popatrzył z ciekawością
cień przedbytu, pierwsze ciała ogniste, światy rozproszone, słyszeć huk wichrów straszliwych pędzących światy i głos jedynego wodza ich, jak mu kazano uwierzyć. Jaskinię jego otacza ślad lwa i
Cytat
zdrowie swoje pod wpływem choćby najzrozumialej wyłożonych praw zdrowotności. Nieznacznie doktorowi zaczęło być "wszystko jedno"... Jedzą zgniłe kartofle - cóż począć? - niechaj jedzą, jeżeli im
chwacko, to wyśmienicie! Niech żyje Trembecki! - Ten trzeci toast - mówił z wolna Jarzymski - chcę wypić prze zdrowie dwu młodzieńców z Galicji... - Młodzieńców? Cóż za ckliwe gdakanie... - Gdzie?