Pan Teodor urodził się w mieście Warszawie, bodaj że na Krochmalnej
Stefan Żeromski miotał się błyskawicą, strzelał wokoło i krzesał ogień. W pewnej chwili zgiął się na bok pod strasznym ciężarem. Przetrącił mi ramię... - tyle zdążył pomyśleć. Pałasz wylatywał mu z garści,
i polecił im przez dzień cały ukazywać się, cofać, odbudowywać most, wspinać na skały i w ogóle sprawować, jak awangarda napastniczej kolumny. Sam przeleciał na koniu. galopem cały ów wąski zakręt,
Cytat
przenikliwe jej oczy dojrzały, co należy. Wtedy bez namysłu skoczyła na głowę zabitej szkapy, podniosła łeb do góry, rozkraczyła nogi jak drwal zabierający się do rąbania, nakierowała dziób
honoru. - Mówię ci to zaraz, gdyż chcę, żebyś od pierwszej chwili przyzwyczaił się do tego, że nic o mnie nie wiesz, nic nie słyszałeś, nic wreszcie nie rozumiesz. - Słucham księcia pana. - Teraz
Cytat
na śmierć, która się tu dokonała, zapłonął gniewem, jakby i jego w zimną bryłę bytu przeistoczył pozłocisty ogień poranku. Chwycił rękojeść noża i poszedł przed siebie mocnym, wytężonym krokiem,
dnia, jak głosiła jedna z powieści, potężny Bodzanta na pochyłości matki-góry. Miękki nasuwień, szatę tkaną, wzorzystą miał powierzch napierśnych blach. Zsiadł z konia, runął na ziemię. Skinieniem