wina!... ale czyż nasza tylko?
Stefan Żeromski jak za króla Krzywousta albo Mnicha. Pierwszy tu obraz domu murowanego z kamienia przyniosły mniszki za Bodzanty, kościelnego księcia i łowcy, miłośnika tych puszcz dzikich. Drogę, która w te
nasadził go sobie ostrożnie na głowę, jak to się robi zwykle przy przymiarce nowych kapeluszy. - Jak proste wydaje się panu wszystko - mówił przy tym do K. - Więc mamy sprawę zakończyć ugodowo,
Cytat
Jakążeście tam ponad inne przekładali? - spytał ksiądz chwytając wprawną dłonią gąsiorek ze starką. - Siwuchę przekładaliśmy stale i niezmiennie, ale teraz przepij no, Nastek, do tego Czarusia... -
udzielano im odpowiedzi. - Zbliżam się do końca - rzekł K. i ponieważ nie było dzwonka, uderzył pięścią w stół. Głowy sędziego śledczego i jego doradcy wzdrygnęły się i w jednej chwili
Cytat
jedną pochylość namiotu, smugę wody jeziora, oświetloną przez iskry... W tym obozie, poza skałami, zakrywającemi go od wschodu, była jeszcze noc zupełna. Gdyby Gudin mógł ogarnąć wzrokiem całą
wypadnie. Słyszał nierówny, tchnący żarem oddech Krzysztofa i noga za nogą schodził w głębokości przerażenia: on umrze... Wlókł się myślami po schodach w gimnazjum i na ich szczycie widział