- Ty chyba masz bzika, mój Piotrusiu. Cóż ty pleciesz? Doktor Piotr
Stefan Żeromski wymizerowani i storturowani w wagonach od tylu tygodni ujrzeli upragnione budynki kresowe, niemało ich jeszcze nadręczono. Pociąg stał w polu. Drzwi od wagonów były zamknięte. Czekano w tym ruchomym
z najszczerszymi drwinami do potężnego jeźdźca, który mógłby pospołu ze swą astmą mury forteczne łamać. - Dziękuję, dziękuję... - bełkotał tamten ściskając co prędzej wyciągniętą prawicę. - A czy
Cytat
Słychać było gwar przeważnie francuski, ale przebijały się dźwięki niemieckie, polskie, hiszpańskie, a nawet holenderskie. Holendrzy w Hiszpanii jako zdobywcy... - pomyślał leniwie Krzysztof
pod stragarzem. Pierwszy raz otwarte na chwilę oczy Rafała ujrzały przed sobą rogatą głowę krowy i błyszczące spokojnym jaśnieniem jej oczy zwrócone w stronę ognia, grube, białe wargi, ociężale
Cytat
wyszczerzają do siebie zęby. W zimie - ani utrzymaj! Tu bydłu trza zadawać, a ten drze pod okna Sroki - mrygać na nieboszczkę, Panie świeć jej... - Miał śpiewać? - wtrąciłem. - No, dalej - jazda! -
dobranych szpaków, a w niej z pańską gracją rozwalonego kolegę z filozofii, Jarzymka. - Rafuś - wołał tamten - jeżeli jeszcze żywisz ku mnie żakowskie gniewy, to nie wysiadam wcale, ale jeśli