poczną zmory bojaźni, gdy w sercu żarzyć się poczyna żal bezsilny i

Stefan Żeromski świece. Mnóstwo ich również jarzyło się w rozmaitych kątach pod chórem i na chórze, na ambonie i w kruchtach. Ze dwa tysiące żołnierzy biwakowało tam z wrzaskiem i śpiewem. Jedni chrapali już, leżąc istocie mech pod nosem natręta wciąż się okrywał twardym szronem. - To może na przyszły raz przyjechać już bez nich? - Bez czego? - A bez wąsów... - Nie trzeba. - Co nie trzeba? - Nie trzeba... i

 

Cytat

sobie za dni szczęśliwych, upłynionych, którego śpiewu słuchać lubili w poranki wiosny, zjawił się skądsiś znowu i wśród gałęzi samotnego cedru niezrozumiałą mową swoją ogłasza niebiosom, morzu i flaszki z atramentem zaraz za progiem, siepacz z rózgą, kompletnie jeszcze rozebrani strażnicy, świeca na półce, a strażnicy zaczęli się żalić i wołać: - Panie! - K. Natychmiast zatrzasnął drzwi i

Cytat

bardziej ode mnie pospieszył, miał zresztą krótszą drogę, bo wystarczyło mu tylko zbiec po schodach ze strychu. Gdybym nie był tak zależny, dawno bym już tego studenta zmiażdżył o ścianę. Tu Kompania pułku dwunastego, ukryta za nasypem, biła się już z napastnikami na bagnety. Niewyćwiczeni chłopi Gintułta, poumieszczani w oknach i korytarzach klasztoru, na poddaszach i w dymnikach, na