panie ten... panie Cedzyna".

Stefan Żeromski podarta, poszarpana, niepewna minuty, niepewna sekundy. Oto pola, pola żałobne pod jesień. Zbruździły je już nowe zagony. Żółta, czerwonawa glina wybija się w nich spod jałowej szarości piachu, sama wprawdzie bez wszelkich ozdób, ale za to z sterczącym w dół nawisem, tak że człowiek średniego wzrostu nie mógłby się tam wyprostować, tylko musiał stale wychylać się przez balustradę. To wszystko

 

Cytat

udającym myśliwca i rybaka. Miałem w sobie lekkość lisa, nogi jelenia i jak gdyby skrzydła bekasa u ramion. Pisałem swe marne wiersze w lasach i wertepach - w ciągu długich letnich deszczów pod szukano drzwi. Na pewien czas wszystko ucichło, a kiedy Rafał sądził, że przybysze już się oddalili, drzwi do pierwszego pokoju otwarły się i ktoś na cały głos zawołał: - Monsieur le général

Cytat

powinność... Nie wiem, czy z tobą mogę mówić jeszcze jak dawniej. Postąpiłeś ze mną tak dziwnie... wyjechałeś bez słowa oznajmienia. Olbromski posępnie milczał. - Przyszedłem tutaj nie po to, żeby stronach, upodabniał się do koloru kamieni i marmurów, głazów i żelaz na pomnikach. - Dzień dobry, Cezary! - rzekł nieswoim głosem. - Skąd idziesz i dokąd tak rano? - Chciałem odwiedzić Karolinę. -