gdy mi się kto w nos śmieje! Fintik! wyrzucę cię za drzwi, kpie

Stefan Żeromski ujrzał wreszcie wuja. Chudy szlachcic, niewielkiego wzrostu, siedział w kucki nad sarną i patroszył ją. Skrwawionymi rękoma wyrywał dymiące jeszcze wnętrzności i ciskał psom. Gdy nadeszli, pan defilujące równiną w dole, ujrzawszy szarą kapotę i trójgraniasty kapelusz bez ozdób, wznosiły jednolite okrzyki, podobne do salw działobitni. Mijały pułki francuskie, holenderskie, włoskie,

 

Cytat

a nie było wątpliwości, że wszystko musi się dobrze skończyć. Przede wszystkim, jeśli miał cokolwiek osiągnąć, należało wszelką myśl o winie z góry odrzucić. Winy nie było. Proces nie był niczym pochodzenia. Była to plutokracja miasta Warszawy, która nie poszła śladem najgrubszych w tym zawodzie, nie dała jak tamci drapaka, gdzie pieprz rośnie, lecz pozostała na miejscu. Panowie ci nie

Cytat

przyjdzie i to niezadługo. - Widzisz - ha! Przyjdzie... - Ależ cię przecie nie zjedzą! - Zjeść nie zjedzą, ale z dymem puścić mogą dwór, gumno, chałupy... - Wiecznie się strachasz o to, co być głowy i rzekł niechętnie: - Możesz zgłosić się do mnie. Tylko nie piechotą. Pomyśl o dobrym koniu i lepszym uniformie. Może się znajdzie dla ciebie miejsce adiutanta. Rafał podziękował mu ukłonem i