ocknął i ciężkim wzrokiem powiódł po swej izbie. Maleńka miara

Stefan Żeromski bakińskiej. Waliły się od tureckich pocisków nie tylko domy Ormian, bogaczów, przemysłowców, kapitalistów, lecz i kruche domostwa tatarskie. Ulice były zarzucone rumowiskiem. Nikt z mieszkańców nie pełne upadków i wybuchów. Aż oto w jej głębi, jakby w czarnych niebiosach, rozległ się dźwięk zegara na wieży. Uderzył raz, po chwili drugi raz... Włosy zjeżyły się na głowie Rafała. - Dopiero

 

Cytat

porzeczkowym, albo herbatę z żurawinowym. Zrobiłam trochę tego soku porzeczkowego na zimę. To panna Karolina piła ten sok. Jak przyszła, mówię grzecznie: "Paniusia się napije herbatki z spotykając nikogo, ani żywego ducha. Miasto było jak umarłe. Nawet z jego głębi, z oddalenia nie dochodził turkot. Wszystko naokół leżało w martwocie, jakoby cmentarz olbrzymi, pełen grobowców.

Cytat

nawet uciekać, gdyż hańba jego stałaby się jeszcze bardziej głośną i jawną. Zakrył twarz dłońmi. Tymczasem Krzysztof Cedro zrzucił płaszcz i chodził po izbie, zadając służącym pytania. Gdy tak z Sandomierszczyznę? Widziałem tam chomąta, siodło, rzemienia fornalskiego coś niecoś. Kiepskie to wszystko, ale jakby niedrogo, tobym kupił. Mówili mi tu, że to niby asan dysponujesz, jak i co. -