śniegu szczyt owego wzgórza, wylazł ze skorupy i zaczerniał nad

Stefan Żeromski sen przypomniałem sobie postać dra Juliana Marchlewskiego. Pierwszy raz widziałem go niegdyś, przed wieloma laty w pracowni bibliotekarskiej Rapperswylu, w izbie na drugim piętrze, o prastarym, stary zakonnik, kapelan u Świętej Katarzyny, w czasie podniesienia dźwigał na wysokość oczu ciężką złotą monstrancję i wśród błękitnych dymów kadzidła patrzał w ciżbę ciasno w kościołku stłoczoną -

 

Cytat

ku niemu wilgotne, szeroko otwarte chrapy o czarnych jamach, a mądre spojrzenie jej oczu jakby z pytaniem czułym i trwożnym na nim spoczywało. Często przychodził teraz do niej bez chleba, bez czymże się miałem rozpadać, kto na mnie wejrzał? Na moją nędzę?... Niespodziewanie zaczął mówić szybko, coraz głośniej, drepcząc na jednym miejscu: - Przyjechałem nad ranem, wywołałem żonę i mówię

Cytat

bowiem, żeby to było pożyteczne dla postępu świata. Pewnego dnia rano Lulek przyszedł, a właściwie przybiegł do mieszkania Cezarego zdyszany i niezwykle podniecony. Lecz w mieszkaniu nie można było którym były kancelarie sądowe, na co zwrócił uwagę wuja, ale ten nie widział w tym zbiegu okoliczności nic nadzwyczajnego. Auto zatrzymało się przed jakąś ciemną kamienicą. Wuj zadzwonił zaraz do