Stukanie w szybę powtórzyło się i nieznany głos zawołał: - Czy pan
Stefan Żeromski kupiec na nic nie uważał, zagadnięty jednak, doskonale wiedział, o co chodzi. - Sam nie wiem w istocie, dlaczego miałby pan być zazdrosny - powiedział dość niedołężnie. - Właściwie, to ja
wiedział, że może się utrzymać jedynie dzięki konkretnym wynikom w pracy i jeśli mu się nie uda ich osiągnąć, będzie zupełnie bez znaczenia, choćby niespodziewanie nawet udało mu się oczarować tego
Cytat
odezwała się w nim jak głos surowy, mówiąc w głębi ducha, że nie wiadomo, co w owej chwili odchodzący czyni, nie wiadomo, czy nie żegna się z polami, z pracą swą, czy się nie modli... Odstąpili tedy
podnosił się ku górze. Drożyna piaszczysta dotarła pod parkan ogrodowy, obrośnięty kolczastymi krzakami. "Teraz - z kolei - psy..." - pomyślał awanturnik. Lecz ta nieznośna myśl nie powstrzymała go
Cytat
za nogą, cicha noc, a ma się na świtanie. Szedł na szpicu kapitana Fijałkowskiego oddział. Aliści traktem pędzi wprost na nich jakisi oficer wysoki ze sztabem. Wleciał obces między szeregi, patrzy
panna Wandzia nie posiadała jeszcze na swą niepodzielną własność tabliczki mnożenia, zwłaszcza na wyrywki - to jednak zaznała już skutków uderzenia strzał Kupidyna. Skoro tylko ujrzała Cezarego