gdzie jest nigdy nie schnąca ranka tęsknoty. Było ich mnóstwo, a
Stefan Żeromski niebotycznej krzesanicy... Schylał się ku ziemi, ku kwiatom jeszcze w wilgoci pogrążonym. Wszystkie były świeże, soczyste, szczęśliwe... Szukał na nich śladów krwi sercem zatwardziałym, okrutnym,
nienaskie, zaświatowe, a więc nie interesujące. Wszystko, cokolwiek mówili i czym się interesowali, zahaczało się o jadło i napitek, obracało się dokoła opału i odzienia, przeżycia zimy i
Cytat
oświadczył, że sam będzie musiał sprawdzić, zasalutował i poszedł dalej pośpiesznym, ale bardzo drobnym, widocznie przez podagrę hamowanym krokiem. K. nie poświęcał dłużej uwagi temu całemu
magnoliowych alei. W głębi czerniały budynki gospodarskie i sam konwent, frontem zwrócony do poprzecznej uliczki. Od strony głównej arterii Engracia wznosił się posępny czarny kościół z wyniosłą
Cytat
mężów zgasłych od dawna... Ile razy podmuch wiatru wzmoże się, gałęzie sosen, grabów z ledwie rozwiniętymi listeczkami i różowawe pąki kasztanów kiwają się, niby zatopione w modlitwie, i kładą na
Tarniny... - odpowiedział z pozornym spokojem. - Musimy tam zajechać...-mówiła starsza pani-a przewrócimy wszystko, mości mruku, do góry nogami. Prawda, Heleno? - Ja sam będę dopomagał, bo dom nasz